niedziela, 21 grudnia 2014

Szopka bożonarodzeniowa

Kiedy niespełna rok temu zajęłam się nauką quillingu, marzyłam o tym, by zrobić coś, na widok czego powiem: "Wow!". Podczas, gdy quilling płaski jest w miarę prosty i po wielu ćwiczeniach łatwy do ogarnięcia, tak prace przestrzenne wprawiały mnie w istny paraliż. Nie zamknęłam się jednak na taki rodzaj rękodzieła i postanowiłam, że kiedyś na pewno spróbuję zrobić coś dużego w 3D.

Dzięki temu, że robieniem kartek świątecznych zajęłam się już w sierpniu, na przełomie listopada i grudnia mogłam z czystym sumieniem zająć się innym projektem. Wiadomo było, że padnie na szopkę bożonarodzeniową. Było ku temu kilka okazji.

W wyobraźni już układałam projekty, by potem czym prędzej rozrysować je na kartkach papieru. Od razu przystąpiłam do skręcania dwóch rodzajów pasków quillingowych: brązowych - na szopkę, oraz kremowych - w piaskowe podłoże. Tych bowiem potrzebowałam najwięcej.

Pracowałam właściwie nocami. W dzień czekały mnie inne obowiązki: praca zawodowa, macierzyństwo, zajmowanie się domem. Na cegiełki brązowe oraz ziarna piaskowe potrzebowałam ściśle zwiniętych kulek. Skręcanie ich nie było rzeczą trudną: gdy ma się wprawę, można osiągnąć wynik około 100 skręconych pasków na godzinę. Taki przynajmniej jest mój średni czas.

Początkowo planowałam wykonać pracę na podłożu wielkości kartki A4. Projekt jednak wymagał dość sporej przestrzeni, podłoże zwiększyłam więc dwukrotnie - do wielkości A3. Gdy samo skręcanie pasków wydawało mi się niezwykle nużące, przystępowałam do wyklejania podstawy w niby-piasek oraz budowę ścian:




(w tle widać część projektu: front szopki)


(skoro już budować profesjonalnie, to i więźba dachowa musi być)




(niestety nie szło zrobić wyłącznie quillingowego dachu;
jedyny nie-quillingowy element to tekturka tworząca połacie dachu, na które nakleiłam "słomę")


(w środku rozsypane "sianko")


(gdy szopka już stała, wzięłam się do wyklejania reszty podłoża)


(pomimo zakupienia ogromnej ilości pasków piaskowych,
i tak ich zabrakło; wpadłam więc na inny pomysł, jak zakryć podłogę)


(już prawie gotowe)


Na całość pracy zużyłam nieco ponad 12000 quillingowych pasków. Przyjmując, że pojedynczy pasek miał 30 cm długości (w większości, choć zużyłam też kilkadziesiąt pasków 50 cm), wykorzystałam 3,6 km pasków papieru. Statystycznie skręcenie ich zajęło mi około 120 godzin - głównie nocą.

Część piaskowych pasków skręcała też moja córka-przedszkolaczka. Złapała bakcyla od razu i jak tylko odsapnę od quillingu, zabierzemy się do konkretnej nauki zwijania.

Gotowa szopka wygląda tak:

























Wesołych Świąt!

piątek, 5 grudnia 2014

Dla miłośniczki koni + Świąteczna Wymiana Artimeno, cz.2

Wśród rodziny i znajomych czekoladowniki robią prawdziwą furorę. Z jednej strony mnie to ciesz, z drugiej nieco martwi, bo pewnie przyjdzie czas, gdy taka forma upominku wyjdzie z mody.

Póki co powstał jeden dla osoby zakochanej w koniach:



Przy okazji robienia tego czekoladownika, moja niespełna pięcioletnia córka także zapragnęła coś stworzyć:


Zachwycił mnie Jej pomysł na kartkę. Niby elementy przyklejane były chaotyczne, ale zapytana o to, co przedstawia obrazek, potrafiła wszystko logicznie wytłumaczyć, hi hi.

* * *


W drugiej połowie listopada dotarła też do mnie przesyłka w ramach Świątecznej Wymiany sklepu Artimeno. Osobą, od której miałam otrzymać niespodziankę była Zofia. Dostałam przepiękną kartkę:


oraz całą masę przydasi, m.in. quillingowe kwiatki (róże i stokrotki) w jesiennych kolorach, zestaw quillingowych pasków, półperełki, koraliki, ozdobne guziki, a także niesamowity dzwonek:


Na chłodne zimowe wieczory Zosia dorzuciła jeszcze przepyszną saszetkę z kawą i jeszcze pyszniejszy grzaniec.

Bardzo serdecznie dziękuję!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wymiankowa zabawa z Artimeno

Gdy blog sklepu Artimeno ogłosił świąteczną akcję wymiankową, nie wahałam się ani chwili, by wziąć w niej udział. Tematyka bożonarodzeniowa, technika dowolna. A ja po prostu uwielbiam grzebać w papierkach, by stworzyć coś dla kogoś. Kto nie lubi niespodzianek?




Choć chwilowo mam po dziurko w nosie quilling'u - do budowy szopki namiętnie skręcam paski; na tą chwilę mam ponad 5000 (!) quillingowych cegiełek, a to wciąż za mało - od razu zdecydowałam, że moja kartka będzie wykonana właśnie tą techniką.

Oto, co powstało:


pudełko na kartkę


kartka


etykietki

Z tego, co mi wiadomo, osoba obdarowana jest z tej wymiany bardzo zadowolona. Bardzo mnie to cieszy.


* * *

Z kolei do mnie nie dotarła jeszcze kartka od osoby, która mnie wylosowała. Mam nadzieję, że dziś listonosz przyniesie, bo nie mogę się już doczekać.

piątek, 24 października 2014

Dzień Nauczyciela

Jakiś czas temu zastanawiałam się nad upominkiem z okazji Dnia Nauczyciela. Czekoladowniki tak mi się spodobały, że czym prędzej przystąpiłam do pracy. Oto, co powstało:




Upominki miały trafić do rąk przedszkolanek, stąd pomysł na kredkę, a nie np. sowę, która kojarzy się z nauką w szkole.


Początkowo myślałam nad życzeniami drukowanymi, ale stwierdziłam, że przyjemniej jest otrzymywać kartki z tekstem napisanym własnoręcznie. No i do tego podpis przedszkolaczki.

wtorek, 14 października 2014

Czekoladowniki na urodziny i imieniny

Pod koniec zeszłego tygodnia poproszono mnie o zrobienie czegoś na podwójne: imieniny i urodziny pewnego małżeństwa. Na początku nieco spanikowałam, bo podarunki miałyby być na wczoraj, ale chwila zamyślenia, jak tu przeorganizować sobie ostatni dzień na wykonanie i... zgodziłam się.

Od razu wpadł mi pomysł, co mogłabym zrobić. Nadal mam małą awersję do zwyczajnych kartek - nie mogę już patrzeć na ozdoby i upominki bożonarodzeniowe, a przecież punkt kulminacyjny przygotowań do świąt przed nami! - a że zaciekawiły mnie ostatnio czekoladowniki, postawiłam właśnie na to.

Zapytałam osobę obdarowującą, jakie mają być szczegóły imprezy, czy są jakieś specjalne życzenia jubilata i solenizantki co do prezentu i czekoladownik okazał się strzałem w dziesiątkę.

Co do ozdabiania podarunku miałam wolną rękę. Ograniczeniem był jedynie szybko upływający czas. W związku z tym, że nie miałam już zapasów skręconych wcześniej płatków i listków quillingowych, a ze zrobieniem nowych za nic w świecie bym nie zdążyła, wybrałam inną metodę przyozdobienia czekoladownika. Poprosiłam jedynie o przyniesienie opakowania z czekoladą, coby idealnie wymierzyć pudełko do stworzenia kieszonki na słodkości.


dla Pana R.


dla Pani D.

Pierwotnie miejsce na życzenia miało być widoczne zaraz po otwarciu czekoladownika, ale koniec końców zrobiłam po dwie kieszonki: na tag z życzeniami oraz na czekoladę.

Nie mogłam dobrać oświetlenia przy robieniu zdjęć i przy kartce jasnej nie do końca widać oryginalny kolor papieru w tle - jest lekko kremowy.


* * *

Przy okazji mam przyjemność powiadomić, iż zgłosiłam się do kolejnej rękodzielniczej wymiany. Tym razem nie typowo quillingowej, a bardziej ogólnej. Wybór techniki pozostawiono autorom prac. Jedynie tematyka jest ściśle związana z nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia oraz tradycją wysyłania kartek.



Organizatorem wymiany jest ekipa sklepu Artimeno.

piątek, 3 października 2014

Jesienne drzewo

Kiedy w przedszkolu mojego dziecka ogłoszono konkurs na jesienne drzewko (przestrzenne), niemal od razu wiedziałam, co chcę zrobić. Już na samym początku odrzuciłam pomysły na wykorzystanie prawdziwych gałązek, liści, żołędzi itp. Tak samo jak użycie papieru - nie widziałam jeszcze innych prac, ale dam głowę, że wymienione przeze mnie materiały będą się często pojawiać. Co mi zatem wpadło do głowy?

Filc.

Zakupiłam kiedyś do jakiegoś projektu (zabawki na choinkę) nieduży zestaw cienkiego (1 mm) filcu w arkuszach. Sporo z niego zostało, typowe dla jesieni kolory też były, więc czemu nie skorzystać? Brakowało mi tylko brązu. Posiadałam niewystarczającą jego ilość, by zrobić pień drzewa. Trochę ubolewałam, że w zaprzyjaźnionym sklepie krawieckim też nie mają większych arkuszy brązowego filcu, ale... jego brak wyszedł drzewku na dobre. Pani w sklepie zaproponowała... polar (dziękuję, to była świetna rada).

Widziałam w zasobach wujka Google inne drzewa uszyte z filcu i zapewniam, że moje nijak się ma do tamtych przepięknych prac. Jestem jednak bardzo zadowolona, a moja Latorośl przeszczęśliwa, że udało się nam wspólnie stworzyć własne pluszowe drzewo.




Jak wspomniałam, pień drzewa powstał z polaru. Na arkuszu A3 papieru wyrysowałam jako-tako szablon, wycięłam dwa skrawki pnia, chwyciłam za igłę z nitką i zszyłam ze sobą (trochę się dziabnęłam w palec, dawno igły nie miałam w ręce). Polar był o wiele lepszym materiałem na pień od filcu chociażby dlatego, że się rozciągał. Filc mimo wszystko jest w rozciągliwości nietrwały. Ten o grubości 1 milimetra łatwo porwać. A polarowy pień po zszyciu i wypchaniu go grubą flizeliną (kolejna dobra rada pani ze sklepu krawieckiego, dziękuję) nabrał ładnego, naturalnego kształtu.

Liście wycięte zostały najmniejszym z zestawu wykrojnikiem Sizzix'a nr 657940 (kupiłam go na bazarku za śmiesznie niską cenę). Oczywiście także w filcu (1 mm).

Zwierzaki to też sprawka cienkiego filcu oraz wykrojników Marianne Design nr COL1357 oraz COL1355. Zszycie konturów ciał zwierzaków było dość ciężkie ze względu na rozmiary skrawków, ale dałam radę. Małe elementy (np. oczka, dziób, nos, jaśniejsze części brzuszków) przykleiłam do całości niezastąpionym klejem Magic. W środku zwierzaki także wypchane są flizeliną.

Aby drzewo ładnie stało, postanowiłam przyszyć je do grubszego (2 mm), sztywnego arkusza filcu. Dla pewniejszego efektu podłoże przyszyłam też do grubego kartonu. Stoi idealnie.





Z kolei żeby zwierzaki nie latały po całej pracy, musowo trzeba było je przyszyć do całości.

Początkowo miałam pień pozszywać maszynowo, ale jakoś te mechaniczne sprzęty mnie przerażają. Igła za szybko dziobie i się boję, że i mnie dopadnie, hi hi. Ręczne szycie poszło jednak bardzo sprawnie.

* * *


Zapewne praca po konkursie już do nas nie wróci, a szycie drzewa tak mi się spodobało, że zrobię kolejne. Moje dziecko będzie miało leśną przytulankę...

piątek, 19 września 2014

Ślubny exploding box z etykietką

Na początku wakacji poproszono mnie o zrobienie ślubnego exploding box'a. W związku z tym, że miałam aż dwa i pół miesiąca na zrobienie upominku, przez długi czas planowałam zrobić wszystko w dość nowoczesnym stylu i odważnych, wyrazistych kolorach. Nie mogłam jednak dobrać odpowiedniej tonacji papieru - moje przydasie się do tego nie nadawały, a żadne znane mi sklepowe towary mnie nie zadowalały. Na jakiś czas dałam sobie spokój z tym projektem i zajęłam się innymi. Wyszło mi to na dobre, bo przy okazji porządkowania papierów natknęłam się na przepiękną kolekcję:
Papermania - Capsule Collection - "Eau De Nil" - zestaw papierów

oraz na jeden jedyny w moim posiadaniu papier:

Do tego najcudowniejsze serwetki na świecie:
Papermania - Capsule Collection - "Eau De Nil"

i już wizja całego pudełka pojawiła się w mojej głowie. Czym prędzej przystąpiłam do pracy.

Najwięcej czasu zajęło mi wycięcie szablonu pudełka i pokrywki z dwóch arkuszy kartonu 30 cm x 30 cm (nigdy jeszcze nie próbowałam pracować na gotowej bazie, każdy dotychczasowy box powstawał od początku do końca dzięki moim trzęsącym się dłoniom).

Aby ozdoby nie zlewały się ze sobą, postawiłam na kontrastujące z powyższymi kolory kwiatów oraz tekturowe wycinanki (rzeźbiona ramka, obrączki oraz tańczącą parę - panna młoda trenowała kiedyś tańce towarzyskie). Całości dopełniły półperełki w podobnym odcieniu jak jasnoniebieski papier. Do tagu doczepiłam białą, szyfonową wstążkę, bo ze względów bezpieczeństwa box'a włożyłam je do celofanu i przewiązałam wstążką z tagiem.