środa, 23 kwietnia 2014

Kwiatowa kartka urodzinowa + dodatek wymiankowy

Szybko w tym roku święta minęły. Mam wrażenie, że za szybko. Dawniej jakoś wszystko mi się dłużyło. Może to kwestia tego, że dzieckiem dawno przestałam być i każda wolna chwila w dorosłym, zapracowanym życiu ma wielką wartość.

W tym roku Wielkanoc wypadła akurat a najbliższej okolicy urodzin jednego z członków mojej rodziny. Wprawdzie obiecałam sobie zrobić małą przerwę odpoczynku od quillingu (jaja się "przejadły", choć raduje fakt, że sprzedały się wszystkie - łącznie z prototypem kurczaka), ale z drugiej strony kiełkował we mnie jakiś głód na zrobienie kartki (zapasy kupnych skurczyły się do minimum).

Trochę rozmyślań nad pomysłem, kolorystyką, nad wyborem między tradycyjną kartką a wybuchowym pudełkiem (ten pomysł odpadł w przedbiegach z powodu braku czasu)...

Ostatecznie wyszło tak:


Duży, fioletowy tag służący tu za tło dla mniejszych, chciałam wytłoczyć w maszynce. Ale folder, którego wzór najbardziej pasowałby do kartki, akurat komuś pożyczyłam i nijak nie szło tego obejść.

Czegoś mi w tej kartce brakuje, chociaż nie chciałam przesadzić z ilością quillingowych elementów (osoba obdarowana nie lubi przepychu), ale koniec końców podoba mi się to, co tu stworzyłam.

Szanowny jubilat niezmiernie się z takiego podarunku ucieszył.

I o to chodziło...

* * *

Wracając na moment do Wymiany Wielkanocnej '2014, pozwolę sobie na umieszczenie tu kartki przesłanej przeze mnie osobie wylosowanej:

Zdjęcia zrobione przez Kasię Wróblewską

* * *

Dziękuję raz jeszcze za możliwość uczestnictwa w Wymianie. To było bardzo sympatyczne, przyjemne, twórcze doświadczenie i sposobność na poznanie kolejnych pozytywnie zakręconych quillingowców.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Quillingowa Wymianka Wielkanocna 2014

Jakiś czas temu dostałam propozycję wzięcia udziału w tzw. quillingowej wymianie w związku z nadchodzącymi świętami Wielkiej Nocy. Choć przy tych wielu wspaniałych bloggerkach rękodzielniczych nadal czuję się jak początkujący amator, to jednak powiedziałam sobie: czemu nie?


Przesyłka dla mnie przyszła ponad tydzień temu, jednak obowiązki rodzinne i zawodowe - no i wciąż drobne problemy ze starym już aparatem - nie pozwoliły pochwalić się prezentami od razu.

A muszę przyznać, że po rozpakowaniu paczki zaniemówiłam, by po chwili zaczerpnąć nieco oddechu i wyszeptać: wow!


Czyż to nie jest przepiękne? Nie potrafię powiedzieć, który element zachwycił mnie najbardziej: bazie (jak żywe!), listki (robione na grzebieniu?), kwiaty (te pręciki!), czy może piękne jajo z roślinnym ornamentem i niewielki kurczaczek. Całość w fantastycznej gamie kolorystycznej, a w środku jeszcze piękniejsze życzenia.

Kartka stoi na honorowym miejscu na kredensie w domu. Codziennie oglądam, gdy siedzimy z rodziną przy stole podczas posiłków.

Jednak to jeszcze nie koniec.

Osoba obdarowująca mnie przysłała mi także inne cuda:


Zakładka do książek (trafione w 10-tkę! jestem profesjonalnym molem książkowym!) wykonana techniką pergamano oraz:


Kartka okolicznościowa ozdobiona tym samym sposobem. Nie chcąc poplamić kartki i zakładki, choć korciło mnie bardzo, by dotknąć, dopiero na drugi dzień zauważyłam, że nie jest to zwykła kartka, a coś z przepięknymi słowami powitania w świecie Quillingu w środku.

Otrzymałam jeszcze świetną białą ramkę na zdjęcia (przyda się, przyda; mam już pomysł, co i jak). Gdy tylko wrócę do domu, zrobię fotkę. Mam nadzieję, że akumulatory się naładowały i pozwolą mi na chociaż jedno zdjęcie.


* * *

Pani Elu, bardzo, ale to bardzo Pani dziękuję.


To wszystko jest tak wspaniałe, że brakuje słów, by wyrazić zachwyt i podziw. Ileż trzeba mieć cierpliwości, by stworzyć takie genialne obrazki na pergaminie? Moja wyobraźnia tego nie ogarnia. Totalnie, absolutnie niesamowite!


* * *

Z ogromnym uśmiechem na twarzy mogę przystąpić do znienawidzonego przeze mnie mycia okien przed Świętami...

środa, 2 kwietnia 2014

Wielkanocna przymiarka, cz. 3

Nareszcie doprowadziłam do porządku mój aparat fotograficzny. Do względnego porządku, bo jednak zakupu nowego nie uniknę.

W międzyczasie powstało sporo nowych prac, z czego większość od razu została sprzedana: jajkowe zwierzaki, kartki świąteczne. Nie sądziłam, że zainteresowanie będzie tak duże. Jajkowa trójca: zając, kurczak i baranek to prawdziwy hit. Nadszedł jednak moment, gdy musiałam zaprzestać ich "produkowania". Wykupiłam wszystkie potrzebne mi zapasy  kolorowych pasków z kilku sklepów. Ostatecznie nawet jeden pisklak miał nieco jaśniejszą barwę, ale też wygląda nieźle.

Przyznam, że ta przerwa dobrze mi zrobiła, bo styropianowe jaja już mi bokiem wychodziły i patrzyłam na nie z obrzydzeniem. Tymczasem po kilkutygodniowej pauzie z nowym zapasem sił i chęci przystąpiłam do skręcania około 250 pasków w kolorze czarnym i około 50 pasków w odcieniu ciemnego różu. Stwierdziłam bowiem, że do zestawu konkursowego dorzucę... czarnego baranka. Cała moja praca (niedługo ją ukończę, to i fotki się pojawią) będzie bardzo kolorowa i brakowało mi w niej jakiegoś ciemniejszego akcentu. A czarny baranek? Mmm! Oczami wyobraźni widziałam już, że będzie boski.

Koniec końców... po długich namysłach... uznałam, że jednak czarny baranek zostanie owcą. Nie mogłam dobrać odpowiedniego koloru pasków na rogi. Kremowy nie pasował mi do odcienia różu. Brązowy był za ciemny i zlewał się nieco z czarnym futrem. Rzuciłam okiem na białą owieczkę i... tak! Białej dorobię brązowe rogi i będzie barankiem! - wykrzyknęłam w myślach. Muszę tylko poćwiczyć robienie tych rogów, bo mi wychodzą trochę nieładnie.

Z kolei czarna owieczka prezentuje się tak:




Na żywo owieczka jest tak urocza, że mam wielką nadzieję zdążyć przed świętami zrobić jeszcze jedną. Dla siebie.

Jedyny minus pracy z czarnym papierem to widocznie gdzieniegdzie ślady kleju - po zrobieniu zdjęć z lampą błyskową błyszczące plamki można zobaczyć. Muszę poszperać w Sieci - może jest na to rada.


* * *


Dopracowując zestaw na przedszkolny konkurs wielkanocny, zachciało mi się spróbowania czegoś nowego. Mam ogromny apetyt na quilling i naukę coraz to nowszych technik i trików. Zachwycają mnie ażurowe jaja, ale dotychczas wydawały mi się szalenie trudne i nieosiągalne dla mnie. Jestem jednak jak typowy osioł: uparta szalenie. Postanowiłam spróbować swoich sił. I to nie na 9-centymetrowym jajku (zwierzaki są na takich robione), ale na 22,5-centymetrowym. A co! Jak szaleć, to szaleć!

Pierwszy egzemplarz miał mi służyć wyłącznie jako ćwiczenie. Nie wymyślałam więc żadnych wzorów, tylko robiłam najpierw markizy, a potem wszystko dzielnie przyklejałam. Na pewno nie wiedziałabym, jak się do tego zabrać, gdyby nie porady na blogu Pani Ilony Szczęsnej. Mały trik i praca idzie jak burza.

Boję się tylko, że moje elementy są za bardzo ściśnięte i w momencie zawężania powierzchni ażurowe jajo będzie mi się odkształcać. Ale jak już wspominałam: pierwsze jajo będzie jajem treningowym. Tak, jak to było z pierwszym zwierzakiem - nie wypadł najlepiej. A kolejne były dużo, dużo lepsze.

Póki co (czasu brak) moja praca nad ażurem zatrzymała się na poziomie przedstawionym poniżej:





Ciekawe, czy z drugą połową pójdzie mi równie sprawnie, jak z pierwszą. I czy zdążę przed Wielkanocą...