piątek, 24 października 2014

Dzień Nauczyciela

Jakiś czas temu zastanawiałam się nad upominkiem z okazji Dnia Nauczyciela. Czekoladowniki tak mi się spodobały, że czym prędzej przystąpiłam do pracy. Oto, co powstało:




Upominki miały trafić do rąk przedszkolanek, stąd pomysł na kredkę, a nie np. sowę, która kojarzy się z nauką w szkole.


Początkowo myślałam nad życzeniami drukowanymi, ale stwierdziłam, że przyjemniej jest otrzymywać kartki z tekstem napisanym własnoręcznie. No i do tego podpis przedszkolaczki.

wtorek, 14 października 2014

Czekoladowniki na urodziny i imieniny

Pod koniec zeszłego tygodnia poproszono mnie o zrobienie czegoś na podwójne: imieniny i urodziny pewnego małżeństwa. Na początku nieco spanikowałam, bo podarunki miałyby być na wczoraj, ale chwila zamyślenia, jak tu przeorganizować sobie ostatni dzień na wykonanie i... zgodziłam się.

Od razu wpadł mi pomysł, co mogłabym zrobić. Nadal mam małą awersję do zwyczajnych kartek - nie mogę już patrzeć na ozdoby i upominki bożonarodzeniowe, a przecież punkt kulminacyjny przygotowań do świąt przed nami! - a że zaciekawiły mnie ostatnio czekoladowniki, postawiłam właśnie na to.

Zapytałam osobę obdarowującą, jakie mają być szczegóły imprezy, czy są jakieś specjalne życzenia jubilata i solenizantki co do prezentu i czekoladownik okazał się strzałem w dziesiątkę.

Co do ozdabiania podarunku miałam wolną rękę. Ograniczeniem był jedynie szybko upływający czas. W związku z tym, że nie miałam już zapasów skręconych wcześniej płatków i listków quillingowych, a ze zrobieniem nowych za nic w świecie bym nie zdążyła, wybrałam inną metodę przyozdobienia czekoladownika. Poprosiłam jedynie o przyniesienie opakowania z czekoladą, coby idealnie wymierzyć pudełko do stworzenia kieszonki na słodkości.


dla Pana R.


dla Pani D.

Pierwotnie miejsce na życzenia miało być widoczne zaraz po otwarciu czekoladownika, ale koniec końców zrobiłam po dwie kieszonki: na tag z życzeniami oraz na czekoladę.

Nie mogłam dobrać oświetlenia przy robieniu zdjęć i przy kartce jasnej nie do końca widać oryginalny kolor papieru w tle - jest lekko kremowy.


* * *

Przy okazji mam przyjemność powiadomić, iż zgłosiłam się do kolejnej rękodzielniczej wymiany. Tym razem nie typowo quillingowej, a bardziej ogólnej. Wybór techniki pozostawiono autorom prac. Jedynie tematyka jest ściśle związana z nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia oraz tradycją wysyłania kartek.



Organizatorem wymiany jest ekipa sklepu Artimeno.

piątek, 3 października 2014

Jesienne drzewo

Kiedy w przedszkolu mojego dziecka ogłoszono konkurs na jesienne drzewko (przestrzenne), niemal od razu wiedziałam, co chcę zrobić. Już na samym początku odrzuciłam pomysły na wykorzystanie prawdziwych gałązek, liści, żołędzi itp. Tak samo jak użycie papieru - nie widziałam jeszcze innych prac, ale dam głowę, że wymienione przeze mnie materiały będą się często pojawiać. Co mi zatem wpadło do głowy?

Filc.

Zakupiłam kiedyś do jakiegoś projektu (zabawki na choinkę) nieduży zestaw cienkiego (1 mm) filcu w arkuszach. Sporo z niego zostało, typowe dla jesieni kolory też były, więc czemu nie skorzystać? Brakowało mi tylko brązu. Posiadałam niewystarczającą jego ilość, by zrobić pień drzewa. Trochę ubolewałam, że w zaprzyjaźnionym sklepie krawieckim też nie mają większych arkuszy brązowego filcu, ale... jego brak wyszedł drzewku na dobre. Pani w sklepie zaproponowała... polar (dziękuję, to była świetna rada).

Widziałam w zasobach wujka Google inne drzewa uszyte z filcu i zapewniam, że moje nijak się ma do tamtych przepięknych prac. Jestem jednak bardzo zadowolona, a moja Latorośl przeszczęśliwa, że udało się nam wspólnie stworzyć własne pluszowe drzewo.




Jak wspomniałam, pień drzewa powstał z polaru. Na arkuszu A3 papieru wyrysowałam jako-tako szablon, wycięłam dwa skrawki pnia, chwyciłam za igłę z nitką i zszyłam ze sobą (trochę się dziabnęłam w palec, dawno igły nie miałam w ręce). Polar był o wiele lepszym materiałem na pień od filcu chociażby dlatego, że się rozciągał. Filc mimo wszystko jest w rozciągliwości nietrwały. Ten o grubości 1 milimetra łatwo porwać. A polarowy pień po zszyciu i wypchaniu go grubą flizeliną (kolejna dobra rada pani ze sklepu krawieckiego, dziękuję) nabrał ładnego, naturalnego kształtu.

Liście wycięte zostały najmniejszym z zestawu wykrojnikiem Sizzix'a nr 657940 (kupiłam go na bazarku za śmiesznie niską cenę). Oczywiście także w filcu (1 mm).

Zwierzaki to też sprawka cienkiego filcu oraz wykrojników Marianne Design nr COL1357 oraz COL1355. Zszycie konturów ciał zwierzaków było dość ciężkie ze względu na rozmiary skrawków, ale dałam radę. Małe elementy (np. oczka, dziób, nos, jaśniejsze części brzuszków) przykleiłam do całości niezastąpionym klejem Magic. W środku zwierzaki także wypchane są flizeliną.

Aby drzewo ładnie stało, postanowiłam przyszyć je do grubszego (2 mm), sztywnego arkusza filcu. Dla pewniejszego efektu podłoże przyszyłam też do grubego kartonu. Stoi idealnie.





Z kolei żeby zwierzaki nie latały po całej pracy, musowo trzeba było je przyszyć do całości.

Początkowo miałam pień pozszywać maszynowo, ale jakoś te mechaniczne sprzęty mnie przerażają. Igła za szybko dziobie i się boję, że i mnie dopadnie, hi hi. Ręczne szycie poszło jednak bardzo sprawnie.

* * *


Zapewne praca po konkursie już do nas nie wróci, a szycie drzewa tak mi się spodobało, że zrobię kolejne. Moje dziecko będzie miało leśną przytulankę...